Łączna liczba wyświetleń

piątek, 23 listopada 2012

Podkład Sisley Phyto teint eclat

Witajcie :)
Tak jak obiecałam zacznę się tu pojawiać częścieć bo mam masę produktów do zrecenzowania.
Zacznę od mojego podkładowego ulubieńca czyli Sisley Phyto teint eclat w kolorze 1 Ivory.
Jest to drugi najjaśniejszy odcień w żółto-beżowej tonacji - ideał!


Rozpoczęłam kurację kwasem i chcę żeby podkład nie tylko krył przebarwienia ale żeby również miał działanie pielęgnujące i tu świetnie spisuje się Sisley. Nie ściąga mojej wysuszonej skóry i trzyma mat prawie 9h w ekstremalnych warunkach więc jeśli chodzi o trwałość to jest cudowny. Kolor się nie utlenia i pod koniec dnia twarz wygląda dalej świeżo i promiennie jak w momencie nałożenia co jest dla mnie fenomenem (no cóż, za taką cenę powinno tak być :P).
Podkład pięknie pachnie i nie męczy swoim zapachem o 6 rano więc to zaliczam jako plus.
Sisley zadbał o naturalne kolory i raczej każdy znajdzie coś dla siebie.
Dla mnie efekt po nałożeniu to taki naturalny mat, podkład nadaje twarzy zdrowego i przede wszystkim świeżego wyglądu. Nawet przy paru warstwach (tak, można nim stopniować krycie) nie robi maski i wygląda strasznie naturalnie.


Podkład ma świetną kremową konsystencję i łatwo się go rozprowadza palcami jak i pędzlem.
3 pompki wystarczą mi do nałożenia 2 warstw i trzeciej na policzki, na których mam sporo blizn potrądzikowych. Co do krycia to już jedna warstwa daje zadowalające :) Ja nakładam 2 ponieważ mam wrażenie że kwas mi szybciej rozjaśnia czystą skórę niż przebarwienia  przez co stają się bardziej widoczne ale normalnie jedna warstwa wystarczyłaby. Miłośniczki tzw. szpachli :) mogą nałożyć nawet 3 warstwy i dalej będzie niewidoczny na twarzy.
Cena w tym wypadku jest adekwatna do jakości bo Sisley dba o to żeby ich produkty były idealne pod każdym względem (opakowanie,zapach,właściwości).
Podkład nie wysusza mi dodatkowo skóry i mam wrażenie że ją pielęgnuje bo po zmyciu wygląda ona tak jak przed nałożeniem podkładu, co nie zawsze miało miejsce przy moich innych podkładach.
Nie podkreśla porów ani suchych skórek (wręcz przeciwnie, sprawia że stają się mniej widoczne, a suchych skórek mam pełno po kwasie) i nie zapycha.
Wracając do opakowania, jest ono proste i eleganckie czyli takie jak lubię :)
Pompka dozuje wystarczającą ilość produktu na jedną warstwę na całą twarz więc nic się nie marnuje, produkt jest strasznie wydajny sądząc po ilości jaka jest potrzebna na pokrycie całej buzi :)
Podsumowując jest to spora inwestycja (Sephora - ponad 300zł) ale według mnie jest warty swojej ceny bo nie dość że kryje, wygląda naturalnie to jeszcze pielęgnuje cerę.

czwartek, 1 listopada 2012

Clarena Golden C Cream

Witajcie kochane :)
Od ok. miesiąca razem z mamą testujemy krem z witaminą C firmy Clarena, więc recenzja będzie z dwóch punktów widzenia :)
Zacznę od tego jakie mamy cery.
Moja młoda buzia od klimatyzacji z normalnej stała się mieszana. Jest skłonna do zapychania i z przebarwieniami. Ta nieszczęsna klimatyzacja sprawiła że zaczęłam na nowo mieć problemy z cerą więc czekając na sezon kwasowy chciałam wypróbować coś co sprawi że będzie wyglądała lepiej.
Moja mama, posiadaczka suchej i bardzo wrażliwej cery dojrzałej chciała by jej cera wyglądała świeżo, nabrała blasku i dostała porządną dawkę nawilżenia.




Zacznę od opakowania bo jest bardzo eleganckie i należy do tych które mogą służyć za ozdobę toaletki :)
Krem jest zamknięty w cieżkim szklanym słoiczku, który jest zapieczętowany i dzięki temu mamy pewność że nikt inny nie maczał w nim paluchów :)
Nie wiem dlaczego ale dołączanie przez producenta szpatułki do nakładania kremu jest według mnie bardzo eleganckie i bardzo higieniczne.

Zapach jest na początku przyjemny ale po dłuższym czasie używania może być męczący.
Konsystencja jest wspaniała! Ciężko ją opisać bo nie spotkałam się z innym kremem o takiej konsystencji.
Przypomina kleik dla dzieci z domieszką galaretki o puszostości podobnej do pudingu :P
Producent deklaruje obecność drobinek złota które są nie widoczne w kremie, widać je dopiero na buzi (piękne rozświetlenie!). Raz zostawiłam odrobinę kremu na szpatułce i wieczorem widać było piękną złotą poświatę.
na zdjęcie załapały się różne paprochy ale złotko widać :P
Posiadaczki idealnej cery mogą spokojnie używać samego kremu bo daje cudowne rozświetlenie :)
Kremu używamy rano i wieczorem od miesiąca a została jeszcze 1/4 więc jest bardzo wydajny i przez to cena staję się znośna.

Dla mnie krem jest na prawdę idealny zarówno jako krem na dzień jak i na noc.
W wersji dziennej pięknie rozświetla mi twarz drobinkami i gdyby moja cera była w takim stanie jak po kuracji kwasem glikolowym to z przyjemnością używałabym samego kremu na dzień. Dzięki niemu nie widać na buzi zmęczenia. Krem bardzo szybko się wchłania i stanowi idealną bazę pod makijaż, nic się nie roluje ani nie waży. Moja mieszana cera otrzymuje całodniową dawkę nawilżenia bez obciążania i przetłuszczania. Nie jest to krem matujący ale też nie wspomaga świecenia sie strefy T. 
Jako krem na noc również jest świetny bo rano buzia jest promienna, świeża i mięciutka. Najważniejsze jest to że efekt nie jest tylko w momencie nałożenia kremu ale też jest długofalowy bo kiedy przez jeden dzień nie nakładałam kremu stan mojej skóry był taki jak w momencie używania go więc dzięki temu mam pewność że on faktycznie działa na moją skórę a nie tylko daje fajny efekt. 
W ogóle nie zapycha i nawet wydaje mi się że zaprzestaje pojawiania się niedoskonałości.
Nie zauważyłam zmniejszenia przebarwień ale od tego mam kwas.
Nie wiem czy powinnam ale nakładałam go pod oczy i nic mi nie podrażnił a wręcz przeciwnie, skóra pod oczami wreszcie została porządnie nawilżona i rozświetlona. 
Fajnym sposobem uzyskania blasku jest zmieszanie kremu z podkładem, dzięki temu uzyskamy rozświetlający krem tonujący :)
Moja mama również jest z niego bardzo zadowolona i oprócz opisanych przezemnie zalet uważa że krem sprawia że po paru dniach cera stała się świeższa, bardziej jędrna i nabrała blasku, dodatkowo wygląda młodziej i zdrowiej. Krem z witaminą C idealnie sprawdzi się przy cerze szarej,zmęczonej,zestresowanej i będzie dobry dla osób mających częsty konatkt z klimatyzacją.

Podsumowując krem nadaję się zarówno dla młodych dziewczyn jak i dojrzałych kobiet, na dzień i na noc, pod makijaż i zmieszany z podkładem itp.:) jednym słowem jest to wielofunkcyjny produkt.



wtorek, 25 września 2012

Głęboko nawilżający tonik Angelica

Witajcie kochane :)
To małe cudeńko znalazło się w jednym z Glossy Boxów i skradło moje serce :)
Tą małą buteleczkę można kupić w sklepie L'occitane za 25zł a duże opakowanie za 72zł.
Nigdy wcześniej nie używałam takich toników więc do tego produktu podeszłam sceptycznie no bo  co może mi dać zwykła pachnąca woda :)
Jak bardzo się myliłam zauważyłam po paru tygodniach używania, przemywałam nim twarz rano i wieczorem przed nałożeniem kremu i również używałam go do odświeżenia twarzy w ciągu dnia.
Miałam okazję testować go w okresie kiedy moja twarz z powodu warunków nie zależnych odemnie przeżywała nawilżeniowy kryzys i była odwodniona jak nigdy wcześniej.
Już sam zapach wprawia mnie w dobry nastrój bo jest przyjemnie słodki ale po chwili już go nie czuć :(
Mała buteleczka wystarczyła mi na 1,5 miesiąca codziennego używania i zastanawiam się nad zakupem dużego opakowania (oczywiście ze zniżką urodzinową :D) bo to jest taka wisienka na torcie w mojej pielęgnacji, takie małe niepozorne coś co wiele zmienia :)
w upalne dni świetnie odświeżał i nawilżał buzię zostawiając lekki film na skórze.
Ciekawa jestem jak by się sprawdził w roli mgiełki do twarzy...
Teraz klimatyzacja wykańcza moją twarz która na zmiane wysycha na wiór lub silnie się przetłuszcza więc ten tonik powinien pomóc w przywracaniu jej do normalności.
Po systematycznym używaniu skóra robi się miękka i promienna a w połączeniu z dobrym kremem  ten tonik zdziała cuda :)

Jakie są wasze opinie na ten temat?


niedziela, 20 maja 2012

Balenciaga Paris

Witajcie kochane :)
Chcę podzielić się z Wami recenzją perfum Balenciaga PARIS, które otrzymałam do testowania od portalu uroda i zdrowie a dokładniej to od sklepu internetowego i stacjonarnego My Beauty.


Zacznijmy od kwestii wizualnych, moja miniaturka (7.5ml) jest w podobnym opakowaniu jak pełnowartościowy produkt - różnią się jedynie korkami :)
Buteleczka jest prosta ale elegancka, chanelowska prostota z witrażową zakretką czyli wisienką na torcie. Właśnie ta zakrętka dodaje zwykłemu flakonikowi uroku i elegancji. Jest jak brylant w pierścionku ,flakonik jest dla niej jedynie tłem :)

Ceneo mówi mi że 50ml tych perfum kosztuje od 220zł :)

To przejdźmy do zapachu :


Nuta głowy: czarny pieprz, liście fiołka
Nuta serca: róża, goździk, fiołek
Nuta bazowa: drzewo cedrowe, paczula, piżmo



Jest niezwykle kwiatowy, ciepły i przez to wiosenny ale przy pierwszym wąchnięciu jest strasznie ciężki,mdły i przytłaczający. Trzeba dać im chwilę żeby z słodkich kwiatów stały się odrobinę cytrusowe. Z czym mi się kojarzy ten zapach? Bez wątpienia z lemoniadą pitą w plastikowym kubeczku siedząc na kocyku na łące pełnej kwiatów w środku wiosny :)
Ten zapach nie jest seksowny ani intymny, jest delikatny i kobiecy. Nie ma w sobie tzw. ''pazura''.

Pierwsza zmiana zachodzi po upływie dosłownie paru minut ale właściwy zapach pojawia się po minimum 10 minutach i jest zdecydowanie fiołkowo-pudrowy... coś w stylu zapachu meteorytów Guerlaina. Stają się też lżejsze i nie ma w nich już ani grama cytrusów, pozostają jedynie pudrowe fiołki.
Nie mogę nigdzie znaleźć nazwy ale kiedyś zdażyło mi się jeść fiołkowe cukierki :) i pachniały identycznie jak perfumy Balenciaga Paris.
Taki zapach kojarzy mi się bez wątpienia z elegancką kobietą w małej czarnej siedzącą przy toaletce wieczorem, nakładającą wielkim puchatym pędzlem meteoryty na twarz, poprawiając usta pomadką i przeglądającą się ostatni raz w lusterku przed którym w wazonie znajduje się bukiecik fiołków z dołączonym do niego liścikiem od ukochanego.
Dodatkowo zapach ma w sobie coś w stylu retro... odrobinę przypomina perfumy dostępne wiele lat temu, na które mało która kobieta mogła sobie pozwolić i stanowiły symbol luksusu i elegancji.
Zapach nie jest płaski i wraz z upływem czasu zmienia się ale niestety również wraz z upływem czasu jest coraz mniej wyczuwalny.
Trwałość jak na wodę perfumowaną jest kiepska :/ Amor Amor, które są wodą toaletową wytrzymują dużo dłużej. Balenciaga przestaje być wyczuwalna po upływie około 7 godzin a po 5 czuć ją na prawdę delikatnie - nie jest to kwestia mojego nosa bo ja przestaje je czuć już po 2 godzinach więc ta opinia pochodzi od mojej siostry i chłopaka.

Te perfumy są wyrafinowane i eleganckie na każdą okazję. Dzięki swojej prostocie nadają się zarówno na dzień jaki na wieczór, przypadną do gustu każdej kobiecie lubiącej kwiatowe zapachy, prostotę i fiołki. Pomogą każdej dojrzełej kobiecie nabrać odrobiny dziecięcej niewinności i otulić się fiołkową mgiełką.

wtorek, 13 marca 2012

Efekty po długiej kuracji kwasem glikolowym glyco-a isis pharma

Efekty używania kwasu glikolowego glyco a 10% i w głównej mierze jest to zasługa moich tabletek hormonalnych ale kwas również dużo pomógł ;)
Nie będę się rozpisywać bo zdjęcia mówią same za siebie.
Zdjęcia z przed rozpoczęcia kuracji,po 18 dniach i obecnie :)
Kurację rozpoczęłam 13.sierpnia.2011 roku a zdjęcia obecnego stanu twarzy robiłam parę dni temu.
Wcześniejszy post o kwasie





Obecnie :



zdjęcia można powiększyć poprzez kliknięcie
Naga twarz jedynie pokryta kremem z filtrem spf 30 więc raczej nie przekłamuje efektu :)
Co Wy na to? :)